

Każda z tych roślin pochodzi z innej części świata, lecz łączy je jedno -
kompleksowe działanie lecznicze na cały organizm, zgodnie z holistyczną teorią profesora
Juliana Aleksandrowicza, który pisał: "Wiele chorób cywilizacyjnych ma wspólne
praźródło i możliwe jest równoczesne zapobieganie im wszystkim. Lekarz powinien stać się lekarzem człowieka,
a nie fachowcem od remontu poszczególnych narządów. Powinien, nie tracąc swej wiedzy i umiejętności
szczegółowych, powrócić do roli humanisty, filozofa przyrody zorientowanego we wszystkich subtelnych
uwarunkowaniach całej biosfery".
Tak więc przyjmowanie ziół uznanych za panaceum na
wszystko, jest zgodne z właściwym podejściem do pacjenta i z medycyną humanistyczną, holistyczną. I choć
przeciwnicy komplementarnej teorii leczenia twierdzą, że "coś, co leczy wszystko, nie leczy niczego", nauka
dowodzi czegoś zupełnie innego. Żeń-szeń, aloes, czy
vilcacora pomagają w wielu schorzeniach, a także uodparniają na choroby
(pobudzają właściwości obronne organizmu - immunostymulacja). Ludzie żyjący tam,
gdzie rośliny te występują, od wieków korzystają z ich dobrodziejstw, dzięki czemu nie znają wielu
nękających nas chorób i dłużej zachowują witalność. Rozwój fitofarmacji
spowodował, że można z nich korzystać także w krajach, gdzie żeń-szeń (gł.
Chiny), aloes (gł. Meksyk) i vilcacora (gł. Peru) nie
występują. Te trzy wiodące w dzisiejszej medycynie naturalnej i
kosmetologii "cuda natury" są dostępne nie tylko w formie leków, lecz
także preparatów do pielęgnacji urody, która - skądinąd - jest wizytówką zdrowia. A na zdrowie trzeba sobie
zapracować. I to dosłownie, gdyż preparaty te nie są tanie - tanie mogą być jedynie medykamenty nieczynne
biologicznie, gdyż ich produkcja nie wymaga skomplikowanych technologii, przez co nie jest kosztowna.
Naukowe potwierdzanie przekazów ludowych na temat właściwości leczniczych roślin -
to jedno. Drugie - to wyizolowanie odpowiednich składników i ich przetwarzanie, by mogły być podawane w
formie leków (pastylek, kropli, kapsułek itp.), szczególnie zwalczających - na wszystkich poziomach - tzw.
choroby cywilizacyjne, z którymi "twarda chemia" sobie nie poradziła. Ostatnio na rynku pojawiły się - wśród
wielu innych - dwa cenne leki pochodzenia roślinnego: redukujący stężenie
cholesterolu i wagę ciała PROLIPID (Indofarma) oraz
wspomagający odchudzanie i obniżający poziom cholesterolu -
PRO-FIGURA (Andean Medicine Centre). Oba preparaty (w
postaci kapsułek) walczą z najpoważniejszymi przyczynami większości chorób. Dla mężczyzn został
wyprodukowany roślinny lek PRO-PROSTATA
(Andean Medicine Centre), stosowany przy zapaleniu gruczołu krokowego i
przeroście prostaty.

Mody istnieją we wszystkich dziedzinach, nawet tych najpoważniejszych, najbardziej
naukowych, takich jak na przykład fizyka (moda na kwanty). Nie ominęła ona również
fitoterapii, w której króluje Orient. Zioła z dalekiego Wschodu, owiane legendami
o swoim cudownym działaniu, coraz częściej trafiają pod mikroskopy uczonych i do naszych apteczek. I bardzo
dobrze!
Zespół medyczny londyńskiego Centrum Medycyny
Andyjskiej (Andean Medicine Centre) zajął się natomiast niezwykle bogatą i urozmaiconą - fascynującą
od pewnego czasu lekarzy i naukowców na całym świecie - florą Andów i puszczy
amazońskiej, gdzie rosną nieocenione, od wieków stosowane przez południowoamerykańskich Indian
"cuda natury". Swoistym objawieniem jest Uncaria tomentosa, czyli
vilcacora, którą O. Edmund Szeliga leczy nowotwory.
Gdańskie wydawnictwo Tower Press wydało na ten temat książkę "Vilcacora leczy raka". Leczenie
nowotworów za pomocą ziół staje się coraz bardziej popularne na całym świecie. Na
rynku księgarskim bestsellerem stała się - wydana przez Oficynę Wydawniczą "Rytm" - książka O. Teodora
Książkiewicza "Uwierzyć wbrew nadziei. Zioła w walce z nowotworami". Publikacja adresowana jest - jak
zapewnia wydawca - do osób dotkniętych chorobą nowotworową, m.in. rakiem sutka,
wątroby, jelita grubego, żołądka, szyjki macicy, dróg oddechowych, przewodu pokarmowego, skóry i przedstawia
liczne recepty ziołowe oraz, pomocne w terapii, wskazówki dotyczące prawidłowego odżywiania. W 1934 roku dr
medycyny Zygmunt Węgliński, dyrektor szpitala Świętego Ducha w Iłży wydał książkę "Mój system leczenia
raka", w której omówił wiele preparatów roślinnych. Od wielu lat niesłabnącym powodzeniem cieszy się wciąż
wznawiana książka (w 1980r. wydana staraniem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Różdżkarzy)
O. Andrzeja Czesława Klimuszki "Wróćmy do ziół leczniczych", o którym obecny
wydawca (Oficyna Wydawnicza "Rytm") pisze: "Ojciec Klimuszko był prekursorem
powrotu do przyrody, wykorzystania jej zasobów leczniczych dla dobra człowieka. Efekty leczenia ziołami
przeszły wszelkie oczekiwania i na stałe weszły do arsenału współczesnej medycyny."
Oprócz VILCACORY (nazwa hiszpańska -
UNA DE GATO) międzynarodowe zespoły specjalistów przebadały m.in.:
TAHUARI, HERCAMPURI,
MANAYUPA, SHIMBILLO, FLOR DE
ARENA, SANGRE DE DRAGO, CHUCHUHUASI,
CHIRISANANGO, CHOQUETARPO, COLA DE CABALLO, YANATANANCA, WIRA-WIRA, MUNA-MUNA,
HUACO BLANCO, ASMACHILCA, CHANCA PIEDRA,
MACA, CUTI-CUTI, PINCO-PINCO, PERROA, WINAY-WAYNA, CANAGUA, CAIGUA, AYARY,
PASUCHACA, ABUTA, ACHIOTE, CANCHALAGUA,
COPAIBA, IPORURU, JERGON
SACHA, UBOS, ZARZAPARILLA. Produkowane z nich
preparaty leczą lub wspomagają leczenie wszystkich chorób, z którymi boryka się współczesny człowiek. Andy i
dżungla nad Amazonką kryją w sobie jeszcze wiele niezbadanych roślin, a ich właściwości znają tylko
najstarsi Indianie, którzy przekazują swoją wiedzę następnym pokoleniom. Ale to za mało, by produkować z
nich leki. Najpierw trzeba wyodrębnić z nich poszczególne substancje i nazwać je, zakwalifikować i
odpowiednio spreparować. Tak więc uczeni mają zapewnioną pracę, a my, na razie, możemy - wzorem
peruwiańskich Indian - pić z tych roślin wywary i napary, bowiem Andean Medicine
Centre ma w swojej ofercie nie tylko leki, lecz także zioła do zaparzania. Jest jednak pewna grupa
sceptyków rozpowszechniających pogląd, że rośliny występujące w określonych regionach działają jedynie na
ludzi żyjących tam, gdzie one rosną. A jednak alkaloid D-tubokuraryna zawarty w
kurarze uzyskiwanej z żywicy pnącza o nazwie Chondrodendron tomentosum
zwiotcza mięśnie ludziom na całym świecie i z tego też powodu jest używany przez chirurgów przy operacjach,
a także w skurczach wywołanych przez tężec i paraliż
astmatyczny. Nie ma też wątpliwości, że polskie muchomory zatrułyby Afrykańczyka, a zjedzona w nadmiarze
naparstnica zabiłaby nawet Eskimosa. Chory na malarię
Anglik leczył się tą samą chininą, którą zażywał Murzyn. Firma farmaceutyczna
Ciba nie zarobiłaby ogromnych pieniędzy na Serpazilu, niezwykle cennym preparacie przeciwko chorobie
nadciśnieniowej, gdyby alkaloidy zawarte w korzeniach - stosowanego w
indyjskiej medycynie ludowej - drzewa rauwolfia działały jedynie na Hindusów. Przykładów na ten temat
możnaby podać tyle, ile jest na świecie roślin.
Małgorzata Malicka
konsultacja: lek. med. Marek Prusakowski z Wojewódzkiego
Szpitala Zakaźnego w Gdańsku.
Materiały o vilcacorze i innych roślinach leczniczych Andów
i Amazonii zamieściliśmy i poszerzyliśmy dzięki uprzejmości Tower Press -
wydawcy miesięcznika "Vilcacora. Żyj długo".
|