

Podany sposób żywienia opracował przed ponad stu laty - w 1897r., a więc przed
odkryciem witamin, enzymów i
mikroelementów - dr Max O. Bircher-Benner, który
założył w Zurychu klinikę, gdzie żywił pacjentów wg swojej teorii tzw. całości pokarmowych. Teorię tę
w 1900r. Bircher-Benner przedstawił na posiedzeniu naukowym Towarzystwa
Lekarskiego w Zurychu. Lekarze przyjęli ją jak bajkę, a przewodniczący zebrania oświadczył, że
dr Bircher opuścił granice nauki i udał się w świat fantazji. Młody
"rewolucjonista" uznany został za znachora, a kongresy naukowe i fachowe pisma zostały dla niego zamknięte.
Tylko drzwi jego kliniki były wciąż otwarte... (I są otwarte do dziś, bowiem dzieło
dr Maxa O. Birchera-Bennera kontynuuje jego córka - Ruth Kunz Bircher, a klinika
nosząca imię jej ojca jest jedną z najsłynniejszych klinik na świecie.)
Nietrudno zrozumieć tę negatywną ocenę - nie znano wówczas jeszcze
witamin, enzymów i
mikroelementów, a oficjalna dietetyka najwyższą wartość przyznawała pokarmom
bogatym w białko i kalorie. Były to czasy, kiedy chorych karmiono krwistymi
befsztykami, a mocny, esencjonalny rosół, czyli wywar z mięsa, uchodził za szczególnie wzmacniający,
leczniczy i odżywczy. Ponadto rozwijająca się wówczas bakteriologia (właśnie
odkryto bakterie) szerzyła w świecie strach przed
zarazkami. W modzie więc było długie i dokładne gotowanie pozbawiające naturalne
produkty wszystkiego, co zdrowe i wartościowe (o czym wówczas nie wiedziano). Również smażenie uważano za
ważną zasadę higieniczną.
Wkrótce jednak odkryto witaminy i do sanatorium
Birchera zaczęli już masowo zjeżdżać pacjenci z całego świata. Na ogół zgłaszali
się ludzie bardzo chorzy, głównie z nowotworami,
miażdżycą, chorobami serca, którym oficjalna
medycyna nie mogła już pomóc. Doskonałe wyniki kuracji żywieniowej przysparzały szwajcarskiemu geniuszowi
coraz więcej zwolenników również wśród naukowców i lekarzy.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że szwajcarski lekarz nie wiedział o istnieniu
wielu cudownych substancji, np. indoli, benzaldehydu,
fenyloalaniny czy tryptofanu zawartych w produktach,
którymi leczył swoich pacjentów. Dopiero w wiele lat później naukowcom udało się je wyodrębnić i zbadać ich
działanie.

obecnie nikogo już nie dziwi. Od lat wiadomo, że siły i zdrowie daje nam nie
białko i tłuszcze przede wszystkim pochodzenia
zwierzęcego oraz kalorie - jak niegdyś uważano - lecz witaminy w połączeniu z
energią słoneczną, którą pochłaniają i kumulują rośliny. Dlatego, m.in. witaminy syntetyczne - choć pozornie
identyczne jak naturalne (mają taką samą budowę), co wykazują analizy chemiczne - nie są tak samo
przyswajalne przez ludzki organizm, jak witaminy zawarte w roślinach. Między
innymi dlatego, że nie mają w sobie energii słonecznej i nie współdziałają z innymi, występującymi obok nich
substancjami i witaminami umożliwiającymi ich przyswajanie i przemiany, tak jak
to ma miejsce w roślinach. Dopiero tworzone na słońcu w towarzystwie innych substancji są aktywne. Poza tym
żadna pigułka nie zawiera witamin w tak odpowiednich, idealnych proporcjach, by
mogła zastąpić spożywanie wzrastających w naturalnych warunkach warzyw i
owoców.
Minęło sto lat od odkrycia szwajcarskiego lekarza
Birchera-Bennera, głoszącego, że istotnym źródłem energii ustroju jest energia
elektromagnetyczna światła słonecznego chwytana i magazynowana w roślinach w procesach
fotosyntezy. Jednak dopiero teraz technika i wiedza pozwalają przeprowadzać
badania potwierdzające teorię, wg której najwyższą wartość odżywczą mają świeże, najlepiej surowe,
jarzyny i owoce jako najcenniejsze

Dlaczego tak się dzieje?
Otóż wytwarzanie substancji żywej odbywa się kosztem pochłaniania energii świetlnej,
która w procesach roślinnej fotosyntezy zostaje związana w
wysokoenergetycznych i złożonych związkach chemicznych, jakimi są białka,
tłuszcze i węglowodany. Energia świetlna przechodzi
tu w chemiczną i w tej postaci zostaje zmagazynowana. Uwalniając się w procesach życiowych organizmu
odżywianego tymi związkami, energia ta przechodzi w inne formy energii i objawia się także promieniowaniem o
różnej długości fali - między innymi o długości fali światła słonecznego, co szwajcarski uczony określił
słowami: "Słońce świeci na nowo w plazmie komórki roślinnej i zwierzęcej". To, wydawać by się mogło,
niezbyt realistyczne stwierdzenie, potwierdziła nauka i o "świeceniu komórki" możemy przeczytać w pracach
naukowych noblistów z dziedziny chemii, fizyki i biologii. W 1981r. M. Rattemeyer ogłosił
rezultat badań przeprowadzanych wspólnie ze specjalistami w zakresie biologii komórkowej z uniwersytetu zw.
Kaiserlautern: DNA jest najważniejszym źródłem ultrasłabego promieniowania komórkowego!
Szkoda, że dr Bircher nie dożył czasu, kiedy w oficjalnej
pracy naukowej można przeczytać: "Ultrasłabe promieniowanie żywych komórek,
uważane przez wiele dziesiątków lat przez poważnych badaczy za szarlatanerię, a w najlepszym razie za
bezładną bioluminescencję, przez niefachowców zaś za coś nadprzyrodzonego, jest po prostu zjawiskiem
biologicznym. Dziś zagadka tego promieniowania jest prawie rozwiązana dzięki nowym wynikom badań
przeprowadzonych w Australii, Brazylii, Chinach, Japonii, Austrii, Polsce, ZSRR, USA i RFN. W poważnej
literaturze fachowej ukazują się artykuły poświęcone temu zagadnieniu. Dużą rolę odegrały tu teoretyczne
prace laureata Nagrody Nobla (1977r.) I. Prigogine'a oraz fizyków-teoretyków: H.
Fröhlicha (Liverpool) i H. Hakena (Stuttgart), a także obserwacje przyrodników, lekarzy
i ekologów.
"Światło emitowane przez komórki jest zjawiskiem
powszechnym; mimo swego małego natężenia umożliwia odkrycie głównych zasad ewolucji biologicznej. Może
właśnie to małe natężenie otwiera nam drogę do lepszego zrozumienia biologii i pozwala spojrzeć z nowego
punktu widzenia na wzrost komórki, istotę raka,
problemy działania leków, odżywiania, chorób i ochrony środowiska." - oto słowa Fritza Alberta Poppa, autora
książki "Biologia światła" w tłumaczeniu Jerzego Kuryłowicza, wydanej przez Wiedzę Powszechną w 1992r.
(Tytuł oryginału: "Biologie des Lichts. Grundlage der ultraschwachen Zellstrahlung".) Wstęp do tej pracy
stanowi świetne motto energetycznej teorii dr Birchera: "Światło, światło słoneczne, stanowi podstawę
wszelkich form życia na Ziemi. To pierwotne źródło energii jest wykorzystywane przez organizmy żywe do
wytwarzania wysokowartościowego pokarmu, poruszania się i innych celów. Światło odgrywa jednak również
główną rolę w wielu niewidocznych procesach molekularnych, przeprowadzając cząsteczki w bogatszy
energetycznie stan wzbudzony, co umożliwia przebieg wielu ważnych dla życia reakcji."
Nauka również potwierdziła poglądy dr Birchera
dotyczące niewielkiej - z punktu widzenia teorii energetycznej - wartości mięsa. Otóż okazało się, że
komórki zwierzęce emitują fotony (kwanty światła) na
granicy wykrywalności, podczas, gdy promieniowanie komórek roślinnych jest o
wiele silniejsze.
Wiadomo, że żywa komórka wysyła światło o pewnej długości
fali, które zanika z jej śmiercią. Źródłem tego promieniowania są wibracje atomów uwarunkowane procesami
życiowymi. Zjawiska te były obserwowane przez wielu badaczy. Crile wprowadził określenie "radiogeny" dla
świecących atomów plazmy, a Telkes obliczył nawet, że w jednym centymetrze sześciennym masy mięśniowej
znajduje się około czterech bilionów radiogenów żelaza, czyli punktów świecących
związanych z cząsteczkami żelaza. Wszelka energia funkcji organizmu pochodzi więc
z energii świetlnej, której strumień wraz z odżywianiem przepływa przez tkanki dostarczając napędu dla
procesów trawienia, wchłaniania i metabolizmu, przy czym energia chemiczna
przechodzi w "fizyczną" - mechaniczną, elektryczną, cieplną itp., zależnie od rodzaju funkcji życiowej
komórek.
Energia słoneczna jest jednak nie tylko wiązana, lecz również organizowana w
systemy całościowe, to znaczy zawarta jest w całym ziarnie zbóż,
ryżu, fasoli grochu, korzeniu
marchwi, bulwie ziemniaka, jajku,
mleku itd.
To są właśnie "całości" czyli "jedności", których spożywanie powinno
być urozmaicone, jak najbardziej różnorodne.
Wyciągnięte z rozbitych całości: białe mąki, cukier,
masło, skrobia itp. są pozbawione tego, co najcenniejsze - wypracowanych przez
żywe ustroje z dostarczonej energii - zapasów, które w procesie rozrodu przeznaczone są dla potomstwa na
pierwszy, jeszcze niesamodzielny okres jego istnienia.
...ciąg dalszy
|